RSS
niedziela, 24 stycznia 2010
Portier Pana Boga - albo pan Walizka wspomina przyjaciela

Portier Pana Boga

albo Walizka wspomina przyjaciela

Pan Walizka długo nie otwierał pracowni. Dzieci myślały już nawet, że nigdy nie przyjdzie. Sam przecież mówił: nic nie trwa wiecznie; dodawał jednak, że czasem tylko zmienia formę. Maluchy znudzone czekaniem przypominały sobie wszystkie historie, które im opowiadał. Właściwie lubiły je wszystkie, wciąż nęcił je zapach szczęścia z domu na górze i świeże jabłka zwożone do piwnicy przy ulicy Wolności. Chyba jednak chłopcy i dziewczęta najbardziej polubiły Puchacza z pierwszej bajki opowiedzianej im przez Walizkę. Usiadłem na progu i myślałem o legendach Guarani, których słuchałem wspólnie z przyjacielem, ale i wędrownym mnichu, którego Opowiadacz spotkał w Tybecie. Przymknąłem powieki, i zobaczyłem wyraźnie: stoły pełne świeczek i miskę obok, której wisiał ręcznik Piłata. Miałem nawet wrażenie, że pośród stołów stanął wysoki chudy, zgarbiony mężczyzna w koszuli w kratę. - To nie możliwe! - krzyknąłem zapominając gdzie jestem. - Możliwe jest wszystko – usłyszałem ciepły głos księgarza. Dzieci pośpiesznie zajęły miejsca. Zamknąłem drzwi i pozostałem na progu oparty o czarny kuferek. - Właśnie wróciłem z góry pożegnań, ale nie jestem smutny – zaczął opowieść. - Mamy swojego człowieka po tamtej stronie czasu. Nie wiem czy mogę liczyć na jego względy, bo zawsze był sprawiedliwy – mówił wolno i chyba był bardzo wzruszony. Obraz szczupłego mężczyzny w okularach, powracał do mnie coraz bardziej wyraźnie. Pan Walizka mówił teraz o pewnym skrzyżowaniu pomiędzy dużymi sklepami niewielkiego miasta. - Dom pełen zgiełku, stoi z jednej strony tuż przy ruchliwej ulicy z drugiej pośród starych kasztanowców. Prawdę mówiąc nie jest piękny, a jednak to właśnie tutaj Bóg zdecydował się urządzić swoją portiernię – Łamiący się głos nie przeszkadzał jednak dzieciom. Powoli odkrywały treść i bohaterów opowieści. Dzień musiał być szczególny bo Opowiadacz ubrany był odświętnie w tweedową marynarkę. Co chwila gładził swoją brodę tłumiąc jej drżenie. - Długi korytarz był miejscem, gdzie najczęściej widywano mężczyznę w koszuli w kratę, był prostym człowiekiem, jak każdy prawdziwy przyjaciel. Kiedy wydawał klucze: muzykom, tancerzom i ich opiekunom, chyba nikt nie myślał, że dotyka tajemnicy istnienia – starał się pan Walizka pamiętać, że portier był człowiekiem pokornym. Przypomniałem sobie moje rozmowy, o którym właśnie opowiadał. Mówiliśmy o teatrze i o tym, że artysty powinno nie być, bo aktor zawsze udaje, a sztuka naprawdę być musi z Dobrego. - Skromność jest z kompleksów, pokora rodzi się ze świadomości, że wszystko zostało nam dane bez zasług – wtrącił teraz pan Walizka powiedzenie, które tak często powtarzał mężczyzna w koszuli w kratę chodząc w tę i z powrotem po swoim korytarzu tak nie dawno. - Kiedy przychodził czas ku temu portier rozstawiał drewniane stoły i świeczki, a potem zapraszał do oglądania czternastu twarzy. Zapach palonego wosku i migotanie ognia przybliżały obecność Tego, który nie bał się śmierci. Portier nie wiedział wtedy, że i jemu przyjdzie tak szybko odejść ze świata. Rodziły się w jego łysiejącej głowie kolejne symbole i znaki. Anioły i Ikony, Dobro i Piękno chciał jeszcze ofiarować ludziom chowając się w cieniu – pan Walizka opowiadał wolniej niż zawsze. Przypomniałem sobie jak z kilkoma ludźmi siedziałem przy łóżku, a przyjaciel mój i pana Walizki w pasiastej pidżamie rozmawiał z nami o swoich wierszach i świętym Janie od Krzyża, bo świętość nie była mu obca, chociaż był zupełnie normalnym człowiekiem. Czasem unosił głowę znad poduszki, i delikatnie się uśmiechał. Pod wilgotnymi powiekami wyobrażałem sobie teraz jego spacery wzdłuż korytarza...I poczułem wyraźnie zapachy: drewna, świec i Anioła – tak mocno związanych z sztuką dobrego człowieka. Pan Walizka mówił o tym, że śmierć nie jest straszna, a ja czułem ból i nie chciałem się z tym pogodzić. Kiedy byłem u przyjaciela w te dni ostatnie, bo chciał się pożegnać tak bardzo przeklinałem los i Tego kto stworzył ten świat pełen chorób. W jednej chwili wspomniałem jak mi powiedział z dnia na dzień - będę umierał. Pan Walizka opowiadał o życiu bez lęku i o tym jak ważne jest by to co się mówi płynęło z własnej prawdy jakąkolwiek by ona nie była. - Każdy z nas nosi w sobie swoją prawdę, o której łatwo jest mówić, nawet jeśli innych ona śmieszy. Trudniej jest pokazać ją własnym życiem. Dzieci kiwały głowami przypominając sobie zapewne jak trudno nie wziąć jednego cukierka za dużo, nie siedzieć przy komputerze więcej niż się obiecało mamie, nie pisać smsów na lekcji...Kiedy pan Walizka zawiesił głos wiedzieliśmy, że chce powiedzieć coś co zamykamy w najdalszych skrzyniach duszy, by o tym nie myśleć. - Dla człowieka w koszuli w kratę ból i cierpienie były tajemnicą istnienia, której tak bardzo zawierzył, że odszedł nie złorzecząc swojej prawdzie. Zapewne też bał się jak ja i każdy człowiek, bo nikt nie chce cierpieć i pozostawiać wszystkiego co tu i teraz. Widząc poruszenie dzieci i moje łzy, Pan Walizka nie opowiadał nam baśni o tym, że Portier Pana Boga jest teraz Aniołkiem, że patrzy na nas od Bozi, o takich rzeczach się po prostu wie lub nie – wszystko zależy od prawdy noszonej w sercu. - Przedwcześnie przerwane, życie też może być pełne, umieranie w zgodzie z sobą i tym co za życia było ważne mimo bólu jest piękne - zakończył opowieść pan Walizka. Nie wiem co czuły i myślały dzieci wracając z pracowni do domów. Przypomniały mi się dwie rzeczy. Puchacz z pierwszej bajki Pana Walizki i pożegnanie portiera. Dziś o tym myślę i widzę chłopca, który dla swojej prawdy czterdzieści dni pościł – ani minuty komputera w intencji człowieka w koszuli w kratę. Przyszedłem się pożegnać – a wiedzieliśmy o tym i ja i portier, tak niewiele padło słów a wiele treści. Być może właśnie w tej chwili Ten Któremu Zawierzył szykował nową portiernię, a on prosił o jedno, wcale nie dla siebie. - Powiedz chłopcu, że to miało sens, te czterdzieści dni pomoże mi Tam gdzie idę. Nic co robimy nie jest bez znaczenia.

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31